Pet Shop of Horrors

To miejsce, na wszelkie Wasze uwagi. Zarówno na temat jakości wydawanych przez nas mang (druk, oprawa, korekta, tłumaczenie), jak i samego forum.

Pet Shop of Horrors

Postprzez zandam » 24 cze 2013 23:42

Na pierwszej przykładowej stronie zgubiliście "a" w zdaniu "Ależ ma pan nos...". Mówi się, że ma się do czegoś "nosa" ;)

Hmm, czy w przypadku tego tytułu również można się spodziewać takich niemiłych efektów, jak nachodzący grzbiet/ "prześwitujący" papier, czy tym razem jednak przypilnujecie drukarnię i będzie się można spodziewać poprawy?
Obrazek
Avatar użytkownika
zandam
 
Posty: 63
Dołączył(a): 15 kwi 2013 16:58

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez TAIGA » 25 cze 2013 10:09

Drukarnia została już przez nas stosownie upomniana:). Liczymy na to, że w przypadku „Pet Shop...” podobne błędy się nie powtórzą.
Avatar użytkownika
TAIGA
Site Admin
 
Posty: 82
Dołączył(a): 04 kwi 2013 11:08

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez zandam » 25 cze 2013 16:34

Należało im się. ;)
Również mam nadzieję, że wzięli sobie te uwagi do serca i oczywiście czekam za możliwością zamówienia tego tytułu w Waszym sklepie. ;)
Obrazek
Avatar użytkownika
zandam
 
Posty: 63
Dołączył(a): 15 kwi 2013 16:58

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez Mai » 28 wrz 2013 21:39

Witam,
na początku (z góry przepraszam za obszerność tego postu) dziękuję Wam z całego serca za wydanie PSoH - była to jedna z nielicznych mang, których wydania w Polsce wyczekiwałam od lat. Porzuciłam już nadzieję, a tu taka wspaniała niespodzianka! Z tego, co czytałam na forach, komiks spotkał się z dobrym przyjęciem także ze strony tych, którzy wcześniej go nie znali, zatem wypada pogratulować Wam trafnego wyboru serii.

Czas na moje uwagi - najpierw te pozytywne. :D Matowa obwoluta prezentuje się świetnie i lepiej pasuje do klimatu serii niż błyszcząca. Podoba mi się też projekt okładki oraz obecność numeracji stron. Słyszałam, że zmieniliście drukarnię - i b. dobrze, bo mój egzemplarz tomiku, tak jak u innych Waszych czytelników, posiada sporo nieczystości i prześwitujących stron. Poza tym dodam, że przydałyby się większe wewnętrzne marginesy - nieraz musiałam mocniej rozchylać tomik, żeby przeczytać tekst znajdujący się bliżej grzbietu, zwłaszcza jeśli był napisany mniejszą czcionką, jak przypisy. Robiłam to także, by pooglądać "schowane" przy zszyciu części ilustracji, a kreska jest tu przecież b. ładna. Wspomniane przypisy to zresztą naprawdę duży plus, chociaż sporadycznie zdarzały się takie, które zdawały mi się zbędne (np. ten o szczurołapie z Hameln i o rasach psów). Tłumaczenie tomiku nr 1 jest sprawne i miło mi się je czytało. A raczej - miło by mi się je czytało, gdyby nie słaba korekta/redakcja. Tak, czas przejść do sedna sprawy.

Nie studiowałam filologii polskiej i nie zwykłam czytać od razu nastawiona na wyłapywanie błędów (skupiam się, jak chyba każdy, na treści publikacji), ale podczas lektury PSoH co i rusz jakiś rzucał mi się w oczy, tak że skutecznie umniejszyło to moją przyjemność z odbioru komiksu... Były to błędy najróżniejszej natury, ale najbardziej bolały mnie te ortograficzne, od nich zatem zacznę spis pomyłek, które zwróciły moją uwagę. Specjalnie poświęciłam trochę czasu i poszukałam numerów stron, na których się pojawiły, bo nie chciałam rzucać ogólnikami typu "złe umiejscowienie przecinków".

Błędy ortograficzne:
s. 58, s. 61, s. 126 - "nie ważne" zamiast "nieważne" (muszę przyznać, że się po prostu przeraziłam, jak to zobaczyłam w druku, i to tyle razy). Co ciekawe, na s. 156 słowo to zostało zapisane poprawnie (przypadek? :cry: ).
s. 57 - "możnaby" zamiast "można by".

Zbędne przecinki (zaznaczone podwójnym przecinkiem w cytatach):
opis na obwolucie - nie powinno być przecinka przed "czy strach".
s. 4 - "w przypadku niedotrzymania umowy,, nasz sklep nie ponosi żadnej odpowiedzialności..."
s. 13 - "to rzadki,, i niezwykły gatunek."
s. 97 - ''miejsce, gdzie dzieją się rzeczy,, przekraczające granice ludzkiej wyobraźni.'
s. 71 - " pierwsza [zasada]: każdego dnia dawać jej świeże owoce,, albo żywą przekąskę."
s. 123 - "tak,, czy inaczej (...)'" - a na s. 126 jest już dobrze - "tak czy inaczej".
s. 154 - "Mówi się że jej ojciec był w trakcie pracy nad projektem, który po opatentowaniu, mógłby zrobić z niego milionera." Tu, żeby zdanie było poprawnie zapisane, powinno się albo dodać przecinek po "który" ("po opatentowaniu" jako wtrącenie), albo zlikwidować przecinek po "opatentowaniu". Poza tym przy "Mówi się że" brak przecinka przed "że".
s. 189 - w przypisie nr 1 nie powinno być przecinka po "taniec".

"Zjedzone" litery:
s. 38 - "niebezpiecze(ń)stwo", s. 189 - "w trop(i)kach".

Powtórzone litery/słowa:
s. 60 - ''nie potrafił się odciąć się od tego wizerunku."
s. 172 - "już nie bolii.", drugie "i".

Inne błędy interpunkcyjne (poza przecinkami):
s. 56 - zbędny apostrof w "Hendrix'a"- powinno być Hendriksa albo Hendrixa.
s. 157 - "to po niemiecku : "trzynaście"" - zbędna spacja przed dwukropkiem.
s. 166 - "Dopóki przestępca nie zostanie złapany...", a na następnym kadrze: "...Muszę wytrzymać...". Jest to kontynuacja tej samej myśli (jednego zdania), rozpoczęta wielokropkiem, zatem "muszę" powinno być z małej litery. Na s. 170 taki sam porwany ''myślotok'' jest zapisany prawidłowo.
s. 179 - niekonsekwencja: Dreizehn krzyczy po niemiecku "Nein!", ale w polskim tłumaczeniu kwestii mamy "Nie.", czyli już bez wykrzyknika.
Przypadek, co do którego nie jestem pewna: s. 91 - "słodką ciemność, którą nazywamy ''śmiercią''"- cudzysłów zdaje mi się tu być zbędny, ale nie wiem, czy takie użycie jest faktycznie niepoprawne. :oops: Wolałam jednak o tym wspomnieć, bo i to rzuciło mi się w oczy jako błąd (być może niesłusznie i nauczę się czegoś nowego).

Błędy w pisowni nazw własnych/słów zagranicznych:
s. 161 - "Guten morgen" - Morgen powinno być z dużej litery. Zdaję sobie sprawę, że to zapewne występujący w oryginale błąd samej autorki - ale jest to błąd na tyle podstawowy, a i pozdrowienie jest na tyle znane, że można to było poprawić.
s. 187 - przy opisie Kyuu: "[...] to rogaty królik (Volvertinger)". Akurat znam legendę o tym rogatym króliku z Bawarii i jego poprawna nazwa to Wolpertinger (ew. Wolperdinger). Znowu myślę, że to raczej na pewno błąd autorki, ale można było przy korekcie sprawdzić tę nazwę - niejapońską przecież, a zatem "podatną" na złe zapisanie przez Japonkę - i poprawić.

Nienaturalne sformułowania:
s. 135 - policjantka powstrzymująca detektywa przed podążeniem za matką Alice krzyczy doń ''Zostaw!''. Brzmi to dla mnie bardzo dziwnie, jakby ganiła dziecko, które sięgnęło po alkohol. Łatwo byłoby to zamienić na naturalniej brzmiące "Zostaw ją!" albo nawet "Zostań!".
Jak widać, tylko jedno sformułowanie było dla mnie dość udziwnione*, co świadczy dobrze o samym tłumaczeniu.
*co prawda udziwnieniem jest też dla mnie pisownia "manager" (s. 74) zamiast spolszczonej "menedżer", ale w sumie obie są poprawne.

Problem z sufiksami japońskimi:
Na koniec błąd najpoważniejszy, bo kulturowy. Przez cały tomik postacie nie będące Japończykami posługują się japońskim sufiksem "-chan". Właścicielka ptaka z rozdziału pierwszego ("Pii-chan"), rodzice Alice w rozdziale trzecim ("Alice-chan"), Karen w rozdziale ostatnim ("Drei-chan") - wszyscy oni są Amerykanami!
W oryginale sufiksy te były obecne, ponieważ to właśnie przez nie tworzy się w języku japońskim m.in. zdrobnienia i tylko dlatego autorka "włożyła" je w usta obcokrajowcom. Co prawda można zostawiać w tłumaczeniu sufiksy japońskie dla orientalizacji, jednak wyłącznie wtedy, gdy bohaterowie utworu sami są Japończykami - zdawało mi się to oczywistością. W przeciwnym razie, tak jak tutaj, po zostawieniu ich w przekładzie wychodzą takie kurioza, jak Amerykanin wołający na córkę "Alice-chan". :evil:
Dodam jeszcze, że Hrabia D co prawda jest Azjatą/wygląda na Azjatę, ale to niekoniecznie oznacza, że jest Japończykiem, a i on posługuje się w polskiej wersji nieszczęsnym sufiksem ("Kyuu-chan").
Zamiast "-chanów" proponowałabym a) zdrobnienia na modłę polską b) jeśli polskie zdrobnienia nie brzmią dobrze, zwykłe wersje imion c) ew. dopiski wskazujące na zażyłość (w rodzaju "kochanie"), oczywiście jeśli pasują w danym kontekście.
Wszystko to lepsze od powstałego w PSoH niezamierzonego absurdu. ;)

Wyszło mi tego sporo i przepraszam za tę ścianę tekstu; niestety korektorka się nie spisała. Cała ta wyliczanka powstała dlatego, że kibicuję Waszemu wydawnictwu i zależy mi na tym, by Wasze wydania była jak najlepsze. Inaczej niektórzy klienci mogą się zniechęcić i mimo iż PSoH jest bardzo bliski memu sercu, to i ja będę musiała poważnie zastanowić się nad dalszym kupowaniem serii, jeśli przy 3-4 tomiku poziom językowy pozostanie bez zmian w stosunku do obecnego. :cry:

Pozostaje mi na koniec (uff!) życzyć Wam powodzenia w dalszej działalności!
Avatar użytkownika
Mai
 
Posty: 8
Dołączył(a): 28 wrz 2013 18:29

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez TAIGA » 30 wrz 2013 06:57

Dziękujemy za uwagi, z tomiku na tomik staramy się być coraz lepsi. Poprawimy wszystkie niedopatrzenia.
Avatar użytkownika
TAIGA
Site Admin
 
Posty: 82
Dołączył(a): 04 kwi 2013 11:08

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez Mai » 30 wrz 2013 12:24

Ja zaś dziękuję za odpowiedź i czekam z niecierpliwością na Wasze nowe publikacje! :)
Mam też nadzieję, że mój poprzedni post nie zabrzmiał za ostro - nie było moim zamiarem nikogo urazić.
Avatar użytkownika
Mai
 
Posty: 8
Dołączył(a): 28 wrz 2013 18:29

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez zandam » 24 lis 2013 14:45

Jestem po lekturze drugiego tomu i w związku z tym mam kilka uwag:
Po pierwsze, grzbiet obwoluty znowu jest za duży i nachodzi na przednią i tylnią okładkę, a w związku z tym też na skrzydełka. Miałam nadzieję, że już sobie z tym poradziliście (idealne grzbiety 1. Petsów i 1. tomu Motyla), ale niestety tym razem spotkał mnie zawód... :(
Po drugie, nie wiem, czy to wada tylko mojego egzemplarza, czy inne tomy też takie są, a w związku z tym nie jestem pewna, czy powinnam odesłać swój tom na reklamację, czy też nie, ale jakość druku się pogorszyła. Czerń nie jest nasycona, tylko szarawa. Niestety nie wygląda to zbyt dobrze, tym bardziej, że w pierwszym tomie nie mieliście z tym problemów.
Po trzecie, na str. 8 i 76 są przypisy, które zostały zbyt mocno przycięte, przez co nie można przeczytać ich pierwszych zdań.
Natomiast, jeśli chodzi o pozytywne aspekty, to poprawa typesettingu jest znaczna, na szczęście zniknęły japońskie sufiksy i onomatopeje zostały zastąpione polskimi za co jestem bardzo wdzięczna, tłumaczenie jest na stałym poziomie i pomimo kilku zgrzytów, całość czyta się bardzo przyjemnie, papier nadal jest bardzo dobrej jakości i nic nie "prześwituje" . Szkoda tylko, że grzbiet i szarość zamiast czerni psują tak dobre wydanie i dobre wrażenie o nim. :(
Obrazek
Avatar użytkownika
zandam
 
Posty: 63
Dołączył(a): 15 kwi 2013 16:58

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez ninna » 25 lis 2013 17:21

zandam, jeśli chodzi o grzbiet to zauważyłam, że jest za duży dopiero po tym, jak o tym wspomniałaś. Ale ja generalnie nie zwracam na takie rzeczy uwagi. Na półce i tak nie będzie widać (co innego, jakby był za wąski - wtedy faktycznie kiepsko to wygląda).
"Grafitową czerń" też zauważyłam. Jednak, jeśli mam do wyboru pełno "paprochów" w pierwszym tomie "Petsów" albo to, wolę tę opcję. Ale przyznam rację, że przydałoby się omówić ten problem z drukarnią.
W moim tomie przypisy nie są ucięte. Wręcz przeciwnie - nad nimi jest nawet trochę białego miejsca.

Co do fabuły, muszę przyznać, że pierwszy tom podobał mi się jednak bardziej. W "dwójce" zaciekawiły mnie tylko dwie pierwsze historie (czyli połowa tomiku). Dwie pozostałe jakoś nie przypadły mi do gustu. Natomiast na plus należy policzyć dużą dawkę humoru (szczególnie w pierwszym opowiadaniu). Uwielbiam też klimat lat 90. królujący w tym tytule :).
Co mi się nie podobało? Nadal twierdzę, że autorce lepiej wychodzi rysowanie różnych mitycznych stworzeń, niż normalnych zwierząt. I pewna niekonsekwencja: detektyw Orcot nie może słuchać o obrzydliwościach ani oglądać drastycznych zdjęć. Dziwna cecha u policjanta, a poza tym oglądanie rozczłonkowanych zwłok w basenie już mu jakoś nie przeszkadza...

Tłumaczenie stoi na podobnym poziomie, co w pierwszym tomie (naliczyłam bodajże dwa niezręczne sformułowania), za to korekta zdecydowanie się poprawiła (literówek jest dużo mniej).
Avatar użytkownika
ninna
 
Posty: 6
Dołączył(a): 29 sie 2013 10:58

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez Mai » 14 sty 2014 19:19

Skończyłam czytać drugi tomik serii i również uważam, że korekta się poprawiła. Brawo! :) Tym razem całość czyta się z przyjemnością, a choć jest i trochę błędów, to na szczęście żaden z nich nie dotyczy ortografii. Z tego względu bardzo się cieszę i z chęcią zakupię trzeci tomik.

Jeśli chodzi o błędy, które jednak rzuciły mi się w oczy, to są to w zdecydowanej większości literówki i "interpunkciochy", a zatem coś, co spokojnie powinno zostać zauważone przy dodatkowej lekturze przez korektora. Były jednak i inne błędy i te pozwolę sobie wymienić z komentarzem:

s. 71 - "Gdzieś musi być dowód na to, czy jestem ojcem..." - dowód oznacza zawsze potwierdzenie, więc "ŻE jestem ojcem", nawet jeśli postać nie jest tego pewna. Ewentualnie "czy" z "dowodem" może być użyte, jeśli wymienia się dwie możliwe sytuacje, np.: "Dowód na to, czy jestem ojcem, czy też gość mnie okłamał."

s.123 - "Aaa! Jaki wspaniały dzban!" - naturalniej brzmiałoby "Ach!" albo "Och!", w końcu to okrzyk zachwytu, a nie zgrozy.

s.134 - "Po wypadku wróciła do rodziny. Nadal u nich przebywa." - jeśli do rodziny, to przebywa "u niej". "U nich", jeśli mowa miała być o rodzicach.

s.142 - "Zresztą... Wcześniej też się nie spotkaliśmy." - w tym kontekście chodzić musi o "spotykaliśmy", być może to tylko literówka.

s.177 - do jednego z dymków Leona nie wpisano tekstu, cała chmurka jest pusta. Chyba, że jego krzyk specjalnie miał być taki "niemy". ;) Może tak było i w oryginale, nie wiem.

s. 213 - przy "pałacu króla smoków" jest cyferka odsyłająca do przypisu, ale przypisu nigdzie nie ma. Miał być, czy to niechcący wstawiona cyferka? Mam nadzieję, że to drugie.

Na koniec jedna mniej poważna uwaga, tzn. troszkę się czepiam ;), ale cóż, odmiana to rzecz mi droga:

s. 47 - "Ja jestem tatą, a ty, Leon, mamą" - brak deklinacji imienia bardzo ładnie odmieniającego się w j.polskim ("Leonie"), choć jednocześnie nie brzmi to bardzo źle w tym akurat zdaniu.

Jeśli zaś chodzi o wyblakłą czerń, to owszem, w trakcie lektury zauważyłam, że czasem nie jest ona zbytnio nasycona, ale jednocześnie nie była na tyle słaba, by stanowiło to dla mnie dyskomfort. Zresztą w moim tomiku były i fragmenty z normalną, mocną czernią. Inna sprawa, że w rozdziale "Kości" - i na szczęście tylko w tym - zauważyłam paprochy na czerni. :( Choć oczywiście i tak druk jest o niebo lepszy niż przy pierwszym tomiku, to pewne. Jeszcze raz dziękuję za zmianę drukarni!

Poza tym znowu chciałam pochwalić przypisy, ale w sumie wpadło mi do głowy, że może są to dopiski od autorki (nie było to zaznaczone w żaden sposób albo mi umknęło). Jak ma się zatem z nimi sprawa - wasze czy twórczyni?
A skoro o przypisach mowa, to popieram Zandam - przydałby się chociażby minimalnie większy margines wewnętrzny, bo czasem faktycznie ciężko doczytać kwestie lubi dopiski znajdujące się blisko grzbietu, nie wspominając już o stracie pewnej części rysunków. Parę razy musiałam rozginać tomik dość mocno dla samego tekstu.

Na koniec napomknę tylko, że dalej nie mogę czasem uwierzyć, że ze wszystkich komiksów wybraliście na jeden z tytułów startowych akurat tę serię; jedyną, do której mam tak duży sentyment. Fantastyczna sprawa.

PS. Zapomniałam wspomnieć o zabawnej reklamie Walkin' Butterfly; taka autopromocja to ja rozumiem. :)
Avatar użytkownika
Mai
 
Posty: 8
Dołączył(a): 28 wrz 2013 18:29

Re: Pet Shop of Horrors

Postprzez ninna » 11 lut 2014 22:24

Parę uwag na temat trzeciego tomiku Petsów:
-W rozdziale drugim zgrzyta polski tytuł. "Desire" w tym przypadku nie oznacza "pożądania" lecz "pragnienie" (np. Daisy pragnęła bronić Maggie).
-znalazłam jedną literówkę na stronie 127 ("trzsk" zamiast "trzask").

Tłumaczenie wydało mi się jak dotąd najlepsze. Podczas lektury myślałam sobie "tłumaczka się wyrabia". Potem z ciekawości zerknęłam na stopkę redakcyjną na końcu tomiku i okazało się, że "trójki" nie tłumaczy już Agnieszka Budzich, a Magdalena Rokita. Czy to zmiana na stałe (i czy dotyczy tylko Petsów - nie zbieram "Walkin' Butterfly")?

Pochwalić muszę jakość druku. Czerń wreszcie wygląda dobrze (do trzech razy sztuka? :lol:) i nie ma żadnych "paprochów". Ponadto obwoluta jest prześliczna. Kolory są bardzo nasycone i "żywe" (a i sam obrazek cudowny).

Fabularnie jest zdecydowanie lepiej niż w "dwójce". Najbardziej przypadło mi do gustu opowiadanie czwarte i drugie. Pozostałe były co najwyżej średnie ale i tak całość jest bardzo dobra.
Avatar użytkownika
ninna
 
Posty: 6
Dołączył(a): 29 sie 2013 10:58

Następna strona

Powrót do Uwagi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość